Czasem w życiu jedna
chwila jeden moment może niższy nasze całe życie, obrócić je w gruzy i
pozostawić. Czasem jedna chwila może spowodować zmiany na lepsze.
Szłam powoli nie śpieszyło mi się nie liczyło się to, że
ojciec pewnie jest już w domu. Nie liczyło się to, że idę w ciemności sama do
domu. Liczyło się to, że do tego doszło. Jeden pocałunek zmienił mnie. Zmienił,
a tak bardzo nie chciałam. Znów będę tą samą kruchą Lilly która przejmuje
się wszystkim i tak bardzo nie lubi być
samotna. Słyszałam jak dzwoni mój telefon. Nieznany numer. Uśmiechnęłam się do
siebie i rozłączyłam. Szłam powoli stawiając bardzo ostrożnie każdy następny
krok. Zdjęłam buty i na boso podążałam w stronę domu. W myślach miałam tylko
jedno pytanie: Czy to możliwe? Czy się zakochałam?
Weszłam do domu i bardzo cicho poszłam na
górę. Gdy tylko zamknęłam za sobą drzwi do pokoju usiadłam na łóżku. Dużo nie
myśląc na żółtej karteczce napisałam:
„8 maja 2012 ♥
Jeden pocałunek i już się nie boję. Chcę żyć razem z nim. Nialler ♥”
Jeden pocałunek i już się nie boję. Chcę żyć razem z nim. Nialler ♥”
Włożyłam karteczkę do czerwonego pudełeczka. Uśmiechnęłam
się sama do siebie i poszłam do łazienki. Wzięłam prysznic. Chciałam wychodzić
z łazienki, ale przystanęłam przed lustrem. Dotknęłam dłonią moich ust. Nadal
czułam na nich usta Niallera. Czułam chodź już minęło sporo czasu. Ubrałam się
w o wiele za duży T-shirt. Podeszłam jeszcze do okna. Niebo było gwieździste
jak nigdy przedtem. Nabrałam ochoty by poprzyglądać się gwiazdą. Sięgnęłam koc
z łóżka i otworzyłam drzwi na balkon. Poczułam świeże powietrze i lekki wiatr,
który od razu zaczął tańczyć z moimi włosami. Usiadłam na hamaku przykrywając
się kołdrą. Zasnęłam dość szybko, nawet nie pamiętam kiedy. Obudziłam się dosyć
wcześnie. Przetarłam oczy i zobaczyłam piękne słońce. Zapowiadała się piękna
pogoda. Weszłam do mojego pokoju. Nieźle wymarzłam dlatego założyłam na wierz
bluzę z kapturem. Gdy schodziłam po schodach słyszałam grające radio w kuchni.
Dało się wyczuć świeżą kawę i grzanki. Powoli weszłam do kuchni. Ojciec
siedział przy stole czytał dzisiejszą gazetę i popijał kawę. Nic nie mówiąc
otworzyłam lodówkę i nalałam sobie szklankę mleka. Zaczęłam jeść grzankę, która
leżała na talerzu przede mną, gdy usłyszałam głos ojca.
-Może byś tak chociaż się przywitała?!- spojrzałam na
niego miał poirytowaną minę. Był wkurzony? Zapewne tak.
-Cześć.- wzięłam kęsa grzanki była smaczna chrupiąca.
-Tak lepiej. Gdzie byłaś?- spojrzałam na niego z miną Ale o co
Ci chodzi? – Wróciłem coś po 2, a ciebie jeszcze nie było. Więc pytam gdzie
byłaś?
-Spałam na balkonie..-odpowiedziałam na co on się zaśmiał.
Jakby nie było to prawda, więc nie ma się do czego przyczepić.
-Tak, bo Ci uwierzę. Pytam jeszcze raz. GDZIE BYŁAŚ!!!
-Już mówiłam spałam na balkonie..- wzięłam łyk mleka gdy
ojciec podsunął mi kopertę. Spojrzałam na niego- Co to jest? Bilety na koncert
The Wented?
-Nawet tak nie żartuj…- powiedział oburzony- Jest to
bilet do Paryża…- powiedział smętnie.
-Że co?!- spytałam
-Wracamy do Paryża na dwa tygodnie może dłużej..-
odpowiedział smutno? Tak to był smutny głos.
-Jak to wracamy? A co z Londynem? Znalazłam przyjaciół!!!
I ty znów mi to robisz!!- wstałam od stołu przypadkiem rozlewając przy tym kawę
ojca i moje mleko. Pobiegłam na górę. Zamknęłam drzwi i rzuciłam się na łóżko.
Łzy spływały mi po policzkach. Serce biło o wiele za szybko.
Byłam taka szczęśliwa,
zakochałam się chciałam być znów sobą, a nie jakąś udawaną suką. Chciałam
poznać bliżej osoby które tu poznałam. A tu proszę ojciec chce wracać, a jak ja
chciałam to słyszałam tylko Zwariowałaś,
nie ma mowy.
Ubrałam się (http://www.photoblog.pl/modnexozestawy/121301612).
Do mojego pokoju wpadł ojciec.
-Musimy porozmawiać… to dla twojego dobre. Tam masz
przyjaciół..- powiedział podchodząc do mnie
-Szkoda, że nie pomyślałeś szybciej. Tu też mam
przyjaciół…- minęłam go i zbiegłam po schodach w dół.
-Jeśli teraz wyjdziesz, to wcale tu nie wracaj..-
krzyknął z góry.
Chciałam chwycić za klamkę jednak nie mogłam. Musiałam
coś jeszcze zrobić. Odwróciłam się do niego uśmiechnęłam się
-Żegnaj tato!!- pokazałam mu środkowy palec i wyszłam. Słyszałam
jak mnie woła, ale miałam to gdzieś. Miałam pieniądze, kartę do bankomatu ojca.
Jedyne wyjście to wziąć z banku jak najwięcej kasy ojca. Wypłaciłam ponad 2
tysiące. Nie mówię bałam się nosić to przy sobie dlatego wpłaciłam to na swoje
konto które założył mi ojciec na 16 urodziny. Nie ma do niego dostępu więc tym
lepiej. Wykupiłam pokój w jednym z
hoteli. Oczywiście na fałszywe nazwisko. Perrie dlaczego? Znałam osobę o takim nazwisku, była nie zwykłą osobą.
Było coś po 19,
gdy postanowiłam zdzwonić do Niall. Wybrałam jego numer. Nie odbierał. Był
zajęty. Dziewczyny też nie odbierały. Dostałam sms od Lizzy.
„Jestem na randce z Luką. Xx”
Poszłam do apteki kupiłam proszki na ból głowy. Poszłam
do parku. Usiadłam na ławce i przyglądałam się osobą, które przechodziły.
Zadzwonił mój telefon. To on.
*Hej-usłyszałam jego radosny głos- Przepraszam, że nie
odebrałem ale miałem wywiad.
*Nic się nie stało- odpowiedziałam
*Coś się stało?- spytał. Łzy spłynęły po moim policzku
*Nie, wszystko gra…- powiedziałam ocierając łzę
*Spotkamy się jutro?- spytał, a ja na samą myśl o
spotkaniu z nim uśmiechnęłam się
*Jasne..
*To jutro o 19..- powiedział radośnie- Do zobaczenia.
*Pa.
Wróciłam do
domu. Dlaczego? Bo nie jestem w stanie żeby tak postąpić.
-Wiedziałem, że wrócisz..- powiedział śmiejąc się.
Nic nie mówiąc poszłam na górę. Nie wyjadę stad. Tu będę
szczęśliwa. Za kilka miesięcy będę pełnoletnia i będę mogła decydować o tym co
i gdzie chcę robić. A po za tym nie chcę zmieniać szkołę na miesiąc przed jej
końcem. To nie dorzeczne.
Nawet nie wiecie jaką mam radochę z pisania rozdziałów
dla was. Komentarze to coś co kocham. Nie mówię że jest ich wystarczająco.
Cieszyłam bym się gdyby było ich co najmniej 20. Dlaczego, bo mam aż 50
obserwatorów więc to możliwe.
Mam nadzieje, że rozdział się podobał xx