sobota, 12 maja 2012

Rozdział 12: "Spotkamy się jutro?.."


Czasem w życiu jedna chwila jeden moment może niższy nasze całe życie, obrócić je w gruzy i pozostawić. Czasem jedna chwila może spowodować zmiany na lepsze.

Szłam powoli nie śpieszyło mi się nie liczyło się to, że ojciec pewnie jest już w domu. Nie liczyło się to, że idę w ciemności sama do domu. Liczyło się to, że do tego doszło. Jeden pocałunek zmienił mnie. Zmienił, a tak bardzo nie chciałam. Znów będę tą samą kruchą Lilly która przejmuje się  wszystkim i tak bardzo nie lubi być samotna. Słyszałam jak dzwoni mój telefon. Nieznany numer. Uśmiechnęłam się do siebie i rozłączyłam. Szłam powoli stawiając bardzo ostrożnie każdy następny krok. Zdjęłam buty i na boso podążałam w stronę domu. W myślach miałam tylko jedno pytanie: Czy to możliwe? Czy się zakochałam?
     Weszłam do domu i bardzo cicho poszłam na górę. Gdy tylko zamknęłam za sobą drzwi do pokoju usiadłam na łóżku. Dużo nie myśląc na żółtej karteczce napisałam:
„8 maja 2012
Jeden pocałunek i już się nie boję. Chcę żyć razem z nim. Nialler ♥”

Włożyłam karteczkę do czerwonego pudełeczka. Uśmiechnęłam się sama do siebie i poszłam do łazienki. Wzięłam prysznic. Chciałam wychodzić z łazienki, ale przystanęłam przed lustrem. Dotknęłam dłonią moich ust. Nadal czułam na nich usta Niallera. Czułam chodź już minęło sporo czasu. Ubrałam się w o wiele za duży T-shirt. Podeszłam jeszcze do okna. Niebo było gwieździste jak nigdy przedtem. Nabrałam ochoty by poprzyglądać się gwiazdą. Sięgnęłam koc z łóżka i otworzyłam drzwi na balkon. Poczułam świeże powietrze i lekki wiatr, który od razu zaczął tańczyć z moimi włosami. Usiadłam na hamaku przykrywając się kołdrą. Zasnęłam dość szybko, nawet nie pamiętam kiedy. Obudziłam się dosyć wcześnie. Przetarłam oczy i zobaczyłam piękne słońce. Zapowiadała się piękna pogoda. Weszłam do mojego pokoju. Nieźle wymarzłam dlatego założyłam na wierz bluzę z kapturem. Gdy schodziłam po schodach słyszałam grające radio w kuchni. Dało się wyczuć świeżą kawę i grzanki. Powoli weszłam do kuchni. Ojciec siedział przy stole czytał dzisiejszą gazetę i popijał kawę. Nic nie mówiąc otworzyłam lodówkę i nalałam sobie szklankę mleka. Zaczęłam jeść grzankę, która leżała na talerzu przede mną, gdy usłyszałam głos ojca.
-Może byś tak chociaż się przywitała?!- spojrzałam na niego miał poirytowaną minę. Był wkurzony? Zapewne tak.
-Cześć.- wzięłam kęsa grzanki była smaczna chrupiąca.
-Tak lepiej. Gdzie byłaś?- spojrzałam na niego z miną  Ale o co Ci chodzi? – Wróciłem coś po 2, a ciebie jeszcze nie było. Więc pytam gdzie byłaś?
-Spałam na balkonie..-odpowiedziałam na co on się zaśmiał. Jakby nie było to prawda, więc nie ma się do czego przyczepić.
-Tak, bo Ci uwierzę. Pytam jeszcze raz. GDZIE BYŁAŚ!!!
-Już mówiłam spałam na balkonie..- wzięłam łyk mleka gdy ojciec podsunął mi kopertę. Spojrzałam na niego- Co to jest? Bilety na koncert The Wented?
-Nawet tak nie żartuj…- powiedział oburzony- Jest to bilet do Paryża…- powiedział smętnie.
-Że co?!- spytałam
-Wracamy do Paryża na dwa tygodnie może dłużej..- odpowiedział smutno? Tak to był smutny głos.
-Jak to wracamy? A co z Londynem? Znalazłam przyjaciół!!! I ty znów mi to robisz!!- wstałam od stołu przypadkiem rozlewając przy tym kawę ojca i moje mleko. Pobiegłam na górę. Zamknęłam drzwi i rzuciłam się na łóżko. Łzy spływały mi po policzkach. Serce biło o wiele za szybko.
    Byłam taka szczęśliwa, zakochałam się chciałam być znów sobą, a nie jakąś udawaną suką. Chciałam poznać bliżej osoby które tu poznałam. A tu proszę ojciec chce wracać, a jak ja chciałam to słyszałam tylko Zwariowałaś, nie ma mowy.
Ubrałam się (http://www.photoblog.pl/modnexozestawy/121301612). Do mojego pokoju wpadł ojciec.
-Musimy porozmawiać… to dla twojego dobre. Tam masz przyjaciół..- powiedział podchodząc do mnie
-Szkoda, że nie pomyślałeś szybciej. Tu też mam przyjaciół…- minęłam go i zbiegłam po schodach w dół.
-Jeśli teraz wyjdziesz, to wcale tu nie wracaj..- krzyknął z góry.
Chciałam chwycić za klamkę jednak nie mogłam. Musiałam coś jeszcze zrobić. Odwróciłam się do niego uśmiechnęłam się
-Żegnaj tato!!- pokazałam mu środkowy palec i wyszłam. Słyszałam jak mnie woła, ale miałam to gdzieś. Miałam pieniądze, kartę do bankomatu ojca. Jedyne wyjście to wziąć z banku jak najwięcej kasy ojca. Wypłaciłam ponad 2 tysiące. Nie mówię bałam się nosić to przy sobie dlatego wpłaciłam to na swoje konto które założył mi ojciec na 16 urodziny. Nie ma do niego dostępu więc tym lepiej. Wykupiłam pokój w jednym  z hoteli. Oczywiście na fałszywe nazwisko. Perrie dlaczego? Znałam  osobę o takim nazwisku, była nie zwykłą osobą.
    Było coś po 19, gdy postanowiłam zdzwonić do Niall. Wybrałam jego numer. Nie odbierał. Był zajęty. Dziewczyny też nie odbierały. Dostałam sms od Lizzy.
„Jestem na randce z Luką. Xx”
Poszłam do apteki kupiłam proszki na ból głowy. Poszłam do parku. Usiadłam na ławce i przyglądałam się osobą, które przechodziły. Zadzwonił mój telefon. To on.
*Hej-usłyszałam jego radosny głos- Przepraszam, że nie odebrałem ale miałem wywiad.
*Nic się nie stało- odpowiedziałam
*Coś się stało?- spytał. Łzy spłynęły po moim policzku
*Nie, wszystko gra…- powiedziałam ocierając łzę
*Spotkamy się jutro?- spytał, a ja na samą myśl o spotkaniu z nim uśmiechnęłam się
*Jasne..
*To jutro o 19..- powiedział radośnie- Do zobaczenia.
*Pa.

     Wróciłam do domu. Dlaczego? Bo nie jestem w stanie żeby tak postąpić.
-Wiedziałem, że wrócisz..- powiedział śmiejąc się.
Nic nie mówiąc poszłam na górę. Nie wyjadę stad. Tu będę szczęśliwa. Za kilka miesięcy będę pełnoletnia i będę mogła decydować o tym co i gdzie chcę robić. A po za tym nie chcę zmieniać szkołę na miesiąc przed jej końcem. To nie dorzeczne.




Nawet nie wiecie jaką mam radochę z pisania rozdziałów dla was. Komentarze to coś co kocham. Nie mówię że jest ich wystarczająco. Cieszyłam bym się gdyby było ich co najmniej 20. Dlaczego, bo mam aż 50 obserwatorów więc to możliwe.
Mam nadzieje, że rozdział się podobał xx

wtorek, 8 maja 2012

Rozdział 11: "Powinnaś już pójść.."


*Boże dziewczyno gdzie jesteś..?!-usłyszałam przerażony głos Lizzy.
*Nie tam gdzie bym chciała.. coś nie tak?- spytałam nadal popijając jakiś procentowy napój. Założę się że był to szampan, bo tylko to tu chyba mają.
*Impreza trwa w najlepsze, a Ciebie jeszcze nie ma. Niall przyjechał wszyscy już są. O której będziesz?
Spojrzałam w stronę gdzie był mój ojciec.
*Daj mi 20 minut…- powiedziałam biorąc ostatni łyk szampana
*20 minut?! A nie możesz szybciej…. Omija cię taka fajna impreza.- usłyszałam śmiechy i głośną muzykę i kurde zrozumiałam, że nie tu chciałam być.
*Dobra daj mi 10 minut. Muszę kończyć pa.- rozłączyłam się i wstałam od stolika. Podeszłam do ojca. Stał znów z jakimś typem. Na mój widok uśmiechnął się i przedstawił mnie jakiemuś typowi.
-Tatusiu mogę już jechać do domu?- tatusiu, na te słowa zrobił wręcz komiczną minę.
-Dlaczego tak wcześnie?- spytał bacznie mi się przyglądając.
-Luka już pojechał, a ja się nudzę. Więc?- spytałam po raz kolejny
-Dobrze jedź ja wrócę później..- powiedział i mnie uścisnął. Wyszłam stamtąd jak najszybciej.
         Taksówką pojechałam do domu. Dlaczego? Bo przydało by się coś do nich wziąć. Wbiegłam do domu i szybko wzięłam z barku wiski taty. I pobiegłam do taksówki. Po kolejnych 10 minutach byłam pod adresem chłopaków. Rzeczywiście impreza trwała w najlepsze. Zapłaciłam typowi i poszłam w stronę drzwi. Nacisnęłam dzwonek. I nic nacisnęłam drugi raz i wtedy przypomniałam sobie, że kurde nie zmieniłam sukienki. Idiotka.  Odeszłam już od drzwi gdy, ktoś mnie je otworzył.
-Witaj..- odwróciłam się i zobaczyłam Lokowatego.
-A no hej..- odpowiedziałam speszona.
-To ty jesteś tą spóźnioną osobą..-powiedział podchodząc do mnie.
-A no tak, ale chyba to nie problem?- spytałam przybliżając się do niego.
-Nie jeśli masz coś dla ochroniarza, a w tym wypadku mnie..- uśmiechnął się i że tak powiem nachylił się by mnie pocałować.
-Mam wiski.. nada się? Myślę, że tak. – minęłam go i poszłam w stronę domu.
-Ślicznie wyglądasz..- usłyszałam gdy wchodziłam do głośnego i zatłoczonego domu chłopaków.
-Dzięki..- odkrzyknęłam.
 Tłum roztańczonych ludzi, pół przytomnych bawiło się i śpiewało na głos słowa piosenek. Gdyby ktoś widział ich przez okno pomyślał by, że to jacyś dziwacy. Poszłam dalej i zobaczyła Lizzy, która siedziała obok Luki. Rozmawiali o czymś było widać, że dobrze się dogadują. Nie chciałam przeszkadzać więc nawet nie podeszłam się przywitać. Nala też stała z jakimś kolesiem i żywo dyskutowała.
-Fajnie, że przyszłaś..-usłyszałam głos Harry’ego- Zatańczysz?
-Nie raczej nie..- odpowiedziałam rozglądając się po pomieszczeniu.
-Dlaczego?- stanął przede mną i mi się przyglądał.
-Zwyczajnie nie jestem w stroju do tańca..- Harry spojrzał na mnie od góry do dołu (http://www.photoblog.pl/maszgusst/121631430 )
-Masz śliczną sukienkę w sam raz na imprezę.. chodź..- chwycił mnie za rękę..
-Nie naprawdę dziękuje.. idę się napić..- wszędzie było pełno ludzi. Jakimś cudem doszłam do kuchni. Nalałam sobie procentów i poszłam dalej w poszukiwaniu Niall. Dlaczego? Bo myślę, że jestem gotowa by z nim rozmawiać. A  zresztą muszę go przeprosić. Wszędzie był tłum ludzi nigdzie nie było jednak go. Usiadłam na kanapie obok obcych mi chłopaków. Gdy po chwili podeszła do mnie Nala.
-O boziu jak fajnie, że jesteś…- przytuliła mnie i o dziwo nie miałam jej tego za złe- Śliczna sukienka, a czemu nie założyłaś tamtej?
-Przyjechałam tu od razu z bankietu nie miałam kiedy się przebrać. I jak? Jest ktoś warty mojej uwagi?
-Lizzy rozmawia z jednym ciachem, ale jest ktoś jeszcze kto jest samotny i szuka cię..-uśmiechnęła się, a ja na samą myśl przegryzłam dolną wargę- Harry chodź tu!!- krzyknęła w stronę gdzie było Loczek.
Uśmiechnięty podszedł do mnie i Nala od razu zaczęła mu mówić jak to ja jestem samotna i w ogóle.
-To chodź może pogadamy, chyba że wolisz tańczyć?-spytał ruszając w zabawny sposób brwiami.
-Możemy zatańczyć..- powiedziałam biorąc go za rękę i prowadząc w środek bawiących się ludzi.
-Myślałem, że nie chcesz tańczyć..- stanął i znów mi się przyglądał.
-Przestań.- powiedziałam stanowczo.
-Przecież nic nie robię..- odpowiedział.
-Dziwnie mi się przyglądasz..-odpowiedziałam kołysząc się w rytm muzyki. On położył mi swoją rękę na tali i przyciągnął do siebie byliśmy tak blisko siebie, że czułam jego oddech.
-To, że patrzę na Ciebie z pożądaniem jest dziwne?- spojrzałam na niego i zobaczyłam jak się  uśmiecha pokazując swój idealny uśmiech. Odwróciłam wzrok i spojrzałam w drugi koniec pokoju gdzie zauważyłam Niall i Janet. Popijali właśnie procentowy napój. Uśmiechnęłam się do niego, ale wątpię żeby to zauważył.
Skończyła się jedna piosenka uśmiechnęła się i odeszłam od Harry’ego.
-Hej..-usłyszałam czyjś głos. Powoli odwróciłam się i zobaczyła Zayn i jakąś ładną blondynkę. Tą samą z którą był wtedy w klubie- Lilly fajnie cię znów widzieć..- powiedział i mnie przytulił.
-Cześć..-powiedziałam speszona blondynką dziewczyna zobaczyła, że jej się przyglądam od razu przytuliła się do Zayn i powiedziała
-Jestem Jess i jestem tą szczęściarą, którą jest jego dziewczyną..-Zayn dużo nie myśląc pocałował dziewczynę. Całowali się, a ja stałam na wryta po chwili tak jakby nogi hehe i uciekłam. Czy to dziwne, że chodź szukałam Niall nigdzie go nie było?
       Godzina imprezy minęła mi na poszukiwaniu Niall. Co jakiś czas jakiś chłopak prosił mnie do tańca jednak skutecznie udawało mi się od tego wyminąć. Muszę z nim pomówić bo czuję się jak jakaś kompletna idiotka. Uciekam od niego udaję obrażoną sama nie wiem na co. Przecież chciał dobrze. Nagle toś zapuścił piosenkę chłopaków. Skąd wiem? Bo słucham ich. Słucham na okrągło. Wszyscy zaczęli skakać piszczeć i takie tam.  Postanowiłam wyjść na świeże powietrze. Nikogo nie było usiadłam na poręczy i zaczęłam podśpiewywać sobie słowa piosenki. Nagle drzwi się otworzyły i wpadli do mnie naprawdę dużo osób. Chciałam jak najszybciej iść stąd jednak Zayn, Louis, Liam Harry no i Niall… zaczęli śpiewać WMYB. Wszyscy śpiewali razem z nimi refren. Boże to było nieziemskie. Zerkałam co jakiś czas na NIEGO. Uśmiechał się do mnie, ale może mi się tylko wydawało. Gdy Zayn śpiewał swoją solówkę podszedł do Jess i śpiewając patrzył jej w oczy.  Stałam obok innych dziewczyn i kołysałam się w ryt muzyki. I przyszedł czas na końcówkę piosenki. Muzyka zwolniła i wiadomo że teraz ma śpiewać Harry. Tak jak miało być tak zrobił tyle że najpierw podszedł do mnie objął mnie w pasie nasze czoła stykały się ze sobą było tak jak z tą dziewczyną z teledysku. Śpiewał patrząc mi w oczy. Idealnie? Chyba tak, tylko że się zaczerwieniłam. Skończyli śpiewać odsunęłam się od niego.
-Pięknie się czerwienisz..- powiedział i poszedł z jakimś kolegą który przyniósł mu piwko.
      Wszyscy poszli no prawie, bo została tylko jedna osoba.
-Lubisz go?- był to kobiecy głos. Odwróciłam się i zobaczyłam Janet.
-Kogo?- spytałam patrząc na dziewczynę. Dziewczyna podeszła do poręczy chwyciła ją swoimi dłońmi spojrzała na mnie i się uśmiechnęła
-No Niallera. Lubisz go?-nic nie odpowiedziałam- Chcę tylko wiedzieć proszę powiedz mi.
-Jesteś jego dziewczyną?- spytałam zaciskając dłonie w pięść
-Nie..-powiedziała i się zaśmiała- Przyjaciółką. Więc jak?
-Tak, ale..- chciałam coś jeszcze powiedzieć, ale mi przerwała.
-Nie. Nie chce nic więcej wiedzieć wystarczy mi to że go lubisz.- podeszła do mnie i mnie przytuliła
-Wszystko gra?- spytałam, bo wydawało mi się że dziewczyna patrząc na mnie widzi kogoś innego.
-Ja.. ja po prostu..- dziewczyna momentalnie się rozpłakała, a ja stałam i nie wiedziałam co zrobić- Przepraszam cię..- powiedziała i wyszła.
  Stałam tam i nie miałam zamiaru wracać do całego bawiącego się towarzystwa. Drzwi po raz kolejny się otworzyły, ale tym razem przyszedł Zayn.
-Wiem, że nie powinienem ale może chcesz jednego..- wyciągnął w moim kierunku paczkę fajek. Bez zastanowienia wzięłam jednego. Uśmiechnęłam się i tyle. Staliśmy i koiliśmy się tym zapachem dymem- więc?-zaczął i spojrzał na mnie- Lubisz go?- skinęłam głową- To idź go poszukać, a nie stoisz i palisz ze mną fajkę..- pośpiesznie zgasiłam fajkę i już chciałam wychodzić ale Zayn chwycił mnie za dłoń- I żeby nie było ja nie popieram tego że palisz.
-Jasne..- powiedziałam i wyszłam.
Zaczęły się moje poszukiwania. Nie wiedziałam gdzie go szukać. Po chwili znalazłam Janet. Gdy tylko do niej podeszłam ona z uśmiechem pokazała na schody. Powoli poszłam w kierunku schodów. Na górze nikogo nie było pustki. Pełno zamkniętych drzwi. Jak ja go znajdę? Taka myśl mi przeszła przez głowę jednak nie potrzebnie. Pierwsze drzwi zamknięte, drugie też.. chwyciłam już za klamkę trzecich gdy z drugiego pokoju wyszedł ON. Spojrzał na mnie i się uśmiechnął. Staliśmy chwile i się sobie przyglądaliśmy.
-Cześć- po chwili wypaliłam, a on zaczął się śmiać- Mogę?
Nic nie mówił skinął głową i ręką wskazał bym weszła.  Pokój był duży i przestronny. Usiadłam na łóżku, a on obok mnie. Chwile milczeliśmy, aż w końcu wzięłam się na odwagę i się odezwałam.
-Przyszłam bo chcę cię przeprosić..- on spojrzał na mnie i pokręcił przecząco głową.
-Nie masz za co.- powiedział dalej mi się przyglądając.
-Ale pozwól mi to zrobić..- powiedziałam, a on znów się zaśmiał.
-No dobrze w takim razie przyjąłem twoje przeprosiny.- zaśmiałam się. Słychać było muzykę z dołu, a to pewnie też dla tego, że miał otwarte drzwi na balkon. Właśnie leciała piosenka (http://www.youtube.com/watch?v=wIg8kNfJpsg&feature=g-vrec) zaczęłam kołysać się w rytm muzyki. Niall to zauważył i z uśmiechem wziął moją dłoń. Poszliśmy na sierodem pokoju.
Niall świetnie tańczył. Jedną dłonią objął mnie w pasie, a w  drugiej trzymał moją dłoń.
-To może walc ?- spytał z uśmiechem
-Z góry mówię, że nie umiem tak tańczyć…- on przysunął mnie bliżej siebie i szepnął do mojego ucha.
-Na uczę cię..- te słowa jego głos sprawił że po całym ciele przeszły mnie dreszcze. Jednak nasz taniec nie przypominał walca. Jednak nie było to zwykłe kołysanie. To było coś innego. Coś czego nigdy nie czułam. Tak jeden taniec, kilka spojrzeń w oczy i tyle. Strzała amora zrobiła swoje. Zamyśliłam się i zwyczajnie nadepnęłam mu na stopę. Już chciałam się tłumaczyć, ale Niall stanął i swoim palcem dotknął moich ust- Czemu zawsze mnie chcesz przepraszać? To nie ma sensu.- dłonią dotknął mojego policzka- Jesteś cudowna, tylko  w to uwierz.- Przytulił mnie i trzymał tak przez chwile. Nie wiem co mnie podkusiło, ale objęłam jego twarz moimi dłońmi i musnęłam jego usta. Całowaliśmy się delikatnie i zmysłowo. Po chwili leżeliśmy na łóżku. Wplótł mi dłonie w moje włosy ja prawdą moją dłoń przyłożyłam do jego torsu. Czułam bicie jego serca. Potem wplotłam dłoń w jego blond czuprynkę. Piosenka się skończyła, a on odsunął się ode mnie spojrzał mi w oczy.
-Powinnaś już pójść...
   Nic nie powiedziała, po prostu wyszłam od niego. I zeszłam na dół. Bez pożegnania wyszłam i poszłam do domu. Wracałam do domu 2 godziny. Długi spacer dał mi dużo do czasu do myślenia, bo teraz to mam już nad czym.



Dziękuję za liczne komentarze. Miło się robi gdy je czytam :*
Nie wiem co mogę wam napisać, powiem tylko tyle że akcja się rozkręca.

środa, 2 maja 2012

Rozdział 10: "Czułam jego dłoń na swoich plecach. Oddech na karku chyba umarłam i jestem w niebie..."


  No tak było się tego spodziewać. Nie przepadam za towarzystwem chłopaków z one direction zresztą z dziewczynami też jakoś nie lubię spędzać czasu. Jednak chciałabym zobaczyć się z Niall. Wiem co sobie obiecałam, ale jakoś nie potrafię trzymać się od niego z daleka. No chyba, żebym wyjechała. Z ojcem nie mam co dyskutować. Z nim się zwyczajnie nie da. Więc odpada. Muszę tam iść i muszę zgrywać idealną córeczkę, a on cudownego ojca. A potem czemu nie. Pójdę na tą imprezę. Wiem tyle, że impreza u chłopaków zaczyna się o ósmej, a  pół godziny wcześniej zaczyna się impreza w firmie taty. Teoretycznie firmowa impreza nie będzie trwała do północy więc spokojnie się wyrobie czasowo. Nie ma co dam radę i będę tu i tam. Siedzę w swoim pokoju i nie mam pojęcia jak to wszystko rozegrać. Zwyczajnie nie mam dopracowanego planu. Powinnam się zacząć już szykować. Długa ciepła kąpiel i od razu czuję się lepiej. Mogę siedzieć w wannie całymi długimi godzinami i rozmyślać. Jednak jak zwykle gdy coś sobie postanowię, albo ktoś dzwoni do drzwi albo zwyczajnie dzwoni mój  telefon. I tym razem nie było inaczej. Usłyszałam dzwonek mojego telefonu. Myślałam, że może przestanie dzwonić jednak na marne. Wyszłam z wanny, zawinęłam się w ręcznik. I pobiegłam do pokoju. Chwyciłam za rozdzwoniony telefon i co zobaczyłam. Że dzwoni Lizzy. Jeśli kolejny raz będzie się zastanawiać co ma ubrać to chyba się zabije. Nacisnęłam zieloną słuchawkę.
*Nie wiem po co dzwonisz, ale mam nadzieje że jest to na tyle ważne że  opłacało mi się przerwać moją ważną czynność.. mów plebsie o co chodzi..- hehe no to ją zamurowało chyba dopiero po 5 minutach
*dzwonie żeby się upewnić że będziesz..
*tak przyjdę, ale niestety troszkę się spóźnię…-wstrzymałam oddech bo nie mam pojęcia co ona wymyśli
*Co?! Jak to się spóźnisz? Dlaczego?
*No po prostu idę na bankiet do firmy ojca, ale spokojnie przyjdę później..
*O Ile?
*Co  o ile?
*No ile się spóźnisz?
*Może z 3 godziny..
*Co tak długo?- po jej głosie można było wyczuć że jest zawiedziona.
*Niestety no chyba że zwieje po godzinie..
*No to będziemy czekać na ciebie..
*Miłej zabawy.. i do zobaczenia
*Ale boże jak my sobie tam damy rade..-myślałam, ze zacznę się śmiać
*A no wy jesteście jakieś niemowy czy co?! Idźcie napijcie się i dobrze bawcie.
*Ok. Napisz mi jak będziesz wychodzić z  tamtej imprezy.
*Ok. Pa
   Mogłabym wrócić do mojej ukochanej kąpieli, ale czas się już szykować. Zawinięta w ręcznik zeszłam do kuchni. Jestem przyzwyczajona że jestem sama w tym domu więc często mi się zdarza, że tak biegam. Wzięłam z lodówki jogurt i pobiegłam na górę. Wiecie co poprawia mi się humor. Już nie myślę o ojcu i o tym jaki jest. Mam to gdzieś. Mam dużą garderobę, ale jakoś nie chcę iść w sukience. Przecież kupiłam ją na imprezę do 1D a nie na jakiś bankiet z czerwonym dywanem i z tym wszystkim. Postanowiłam wpierw pomalować paznokcie. Włączyłam moją piosenkę i poszłam szukać czegoś co nadawało by się na imprezę. Sukienkę kupiłam kiedyś na zakupach w Paryżu, ale nigdy jej nie ubrałam. Tak bardzo mi się podobała, że ją kupiłam. Jakoś niemiałam zamiaru robić cokolwiek z moimi włosami. Ja zawsze zostawiłam je rozpuszczone no troszkę je zakręciłam. Ubrałam sukienkę (http://www.photoblog.pl/maszgusst/121631430). Podobało mi się . Jest już dwadzieścia minut po siódmej a o wpół do powinniśmy być już tam. Zeszłam na dół ojciec czekał już na mnie. Uśmiechnął się gdy mnie zobaczył. A przez moją myśl przeszło dobrze mi znane zdanie „Udawać to on umie..” tyle razy to sobie powtarzałam i dziś wiem, że to prawda.
-Pięknie wygląda Li- uważaj chłopie bo zacznę myśleć że ci na mnie zależeć.
-Jedźmy już..- otworzyłam drzwi i wyszłam na powietrz. Od razu przywitały mnie promienie ciepłego słoneczka. Wsiadłam do samochodu. Oparłam się o szybę i miałam ochotę zasnąć , bo bynajmniej tam będę tam gdzie bym chciała. W niecałe 10 minut dojechaliśmy pod jakąś dużą sale. Rzeczywiście czekał już przed nią tłum fotoreporterów i innych typów.
-Pamiętaj o tym, że masz się uśmiechać i masz być miła..
-Jasne, chodźmy już.
Tata zatrzymał samochód wprost przy czerwonym dywanie. Jakiś typ podszedł do drzwi i je otworzył podał mi swoją dłoń. Uśmiechnął się i palnął jakąś normalną formułkę.
-Witamy panią Dallas. Miło panią widzieć.
-Dziękuję..-odpowiedziałam niepewnie. Po chwili ojciec już był przy mnie.
-Idziemy..-szepnął przez zęby.
Ludzie robili zdjęcia za zdjęciem. Flesz błyskał mi po oczach i na co mi to wszystko. Weszliśmy do sierotka tam od razu jakaś kobieta kazała nam iść za nią.
-Przez pięć minut proszę pozować, a potem zaprowadzę państwa na sale.
Nie wiedziałam co robić. Po prostu poszłam za ojcem. Stałam jak ta lala z telewizji i uśmiechałam się. Nie podoba mi się takie coś. Na szczęście pięć minut minęło dość szybko.
-Państwo Dallas proszę za mną..-znowu ta sama kobieta.
Kobieta zaprowadziła nas do Sali w której było pełno ludzi, których kojarzyłam z gazet i telewizji. Same sławy. Co jakiś czas podchodzi do nas jacyś ludzi. Szef wydawnictwa jakiejś gazet, prezenter telewizyjny, a nawet ten zespół JSL  lubię ich.
-Dziękuję wszystkim za przybycie nazywam się…- jakiś tym w graniaku niczym nie wyróżniającym się z tłumu zaczął swoją przemowę. Rozejrzałam się i zobaczyłam między innymi Ed Sheeran, Cher Lloyd i dużo innych sławny ludzi. Każdy się uśmiechał i wydawał się być miły. Nie wiem czy ten typ skończył swoje durne przemówienie, ale podszedł do nas i podał mi i ojcu kliszek wina. – Miło poznać córkę takiego wyśmienitego człowieka..-uśmiechnęłam się  -Proszę poznaj mojego syna Luka .
-Miło poznać. Jestem Luka- chłopak podał mi swoją rękę, którą uścisnęłam
-Lilly Dallas- spojrzałam na ojca, który był zafascynowany rozmową z tym kolesiem
-Lilly pozwól, że porwę twojego ojca- a bierz go sobie gdzie chcesz.. tak chciałabym powiedzieć jednak, że jestem dobrą córeczką zwyczajnie przytaknęłam głową.
Stałam z tym całym Luką i zastanawiałem się kiedy pójdzie jednak on zwyczajnie nie miał zamiaru.
-Może usiądziemy?-wydusiłam w końcu z siebie.
-Poczekaj..- usłyszałam odpowiedz, która szczerze powiem jakoś mnie zadziwiło
-Na co?
-Zaraz będzie toast-I rzeczywiście tak było. –A nie mówiłem. Chodź.
Luka zaśmiał się, a ja zaraz  po nim. Poszliśmy na drugi koniec Sali usiedliśmy i rozmawialiśmy znaczy to on mówił, a ja starałam się słuchać.
-Chodź przedstawię cię komuś.. no chodź- chłopak wziął mnie za rękę i poprowadził na nieznanym kierunku. W pewnym momencie stanął- Hej Ed pozna Lilly Dallas.
-Miło cię poznać Lilly. Znam twojego ojca- uścisnęłam dłoń samego Ed nie wierze.
-Mi również miło. I domyślam się, że go znasz.
Chodziliśmy po Sali i co rusz Luka przedstawiał mi znane osoby.
-I ty znasz ich wszystkich osobiście?-Luka patrzył na mnie z uśmiechem na twarzy.
-Jeden plus znanego ojca.-uśmiechnęłam się na samą myśl o tym, że on może ma podobnie.
Staliśmy i rozmawialiśmy, aż ktoś zapowiedział występ. Boże nie wierze, że widzę tą samą jedyną w swoim rodzaju Adel. Boże niech mnie ktoś uszczypnie. Szokiem było dla mnie, że jestem w tym samy miejscu co ona a co dopiero to, że słyszę jak śpiewa i to na żywo. Stałam cały czas z Luką gdy nagle chłopak zaczął do kogoś machać.
-Chodź przedstawię  cię jeszcze komuś..- powiedział i znów wziął mnie za rękę.  Szliśmy kawałek właśnie zaczął śpiewać Ed. Boże on ma cudowny głos. Zawsze go lubiłam, a gdy go dziś poznałam lubię jeszcze bardziej- Boże jak ja cię dawno nie widziałem..- usłyszałam ja Luka rozmawia z kimś. Jednak byłam tak zapatrzona jak Ed śpiewa, że nie miało to dla mnie znaczenia. –No właśnie musimy się spotkać wszyscy razem. Poznałeś już Janet prawda?- usłyszałam jak druga osoba się odzywa – No jasne, że poznałem. Miło cię znów widzieć. A no tak chciałem Ci kogoś przedstawić. Niall poznaj Lilly ona jest córką Dylana Dallasa.- Nie ma rady muszę w końcu się odezwać. Odwróciłam się i zobaczyłam to co już dla mnie było normą. Przed mną stał Niall Horan i jakaś dziewczyna.
-Miło was poznać..-uśmiechnęłam się.
-Miło, że mogę w końcu poznać córkę Dylana Dallasa. Jestem Janet Delvin- uścisnęłam jej dłoń. Do Niall uśmiechnęłam się bo nie bardzo wiedziałam co mogę zrobić. Zaczął siewać kolejny  jakiś  zespół. Jakieś dziewczyny podeszły i poprosiły o zdjęcie z Janet i Niall. Ja i Luka poszliśmy usiąść do stolika. Po chwili przyszedł Niall i Janet. Siedzieliśmy i rozmawialiśmy. Siedziałam naprzeciwko Niall i miałam ochotę by z nim  pogadać no tak na osobności. A po za tym ciekawiło mnie to dlaczego jest  tu, a nie tam. Luka i Janet poszli tańczyć. Zostawiając tym samym mnie z Niall. Wstałam i poszłam do barku. Po chwili przyszedł i Niall.
-Czemu się nio odzywasz do mnie?- stał za mną i zadał to pytanie. Czułam jego oddech na mojej szyi. Bałam się odwrócić więc patrzałam w stronę barmana.
-A co miałabym ci powiedzieć?
-Cokolwiek, co tylko byś chciała..
-Jasne..- wzięłam łyk szampana.
-Możesz na mnie spojrzeć.. czy będziemy tak rozmawiać?- wzięłam kolejny łyk i powoli odwróciłam się w jego stronę. – Od razu lepiej.- spojrzałam w stronę gdzie Luka i Janet tańczyli.- Mogę prosić?
Spojrzałam na Niall i zobaczyłam, że wyciąga w moją stronę swoją dłoń. Podam mu dłoń i poszłam na tak zwane balety. Leciała kolejna piosenka, a jak na taki bankiet przystało była wolna. Czułam jego dłoń na swoich plecach. Oddech na karku chyba umarłam i jestem w niebie. Wiem jestem dziwna, ale tak to odbieram. Gdy tylko piosenka się skończyła wróciłam do stolika było już coś po 21. Za chwile będę się zwijać. Bynajmniej mam taką nadzieję.
-To my się zbieramy, miło było poznać- Janet uśmiechnęła i mnie przytuliła- Mam nadzieje, że się kiedyś spotkamy.
-Ja również..- uśmiechnęłam się, bo zrobiło mi się nawet miło jak tam powiedziała
-Miło było poznać..- powiedział Niall i mrugnął
-Ale czemu wszyscy się zbieracie?- spojrzałam na Niall i Janet
-Przyjaciele Niall organizują imprezę i musimy tam już jechać…- powiedziała Janet- Jeszcze raz było miło cię poznać.
-A ty Luka jedziesz z nami czy przyjedziesz sam?- spytał Niall
-Właściwie to mogę już jechać, chyba że Lilly chciałaby żeby został?- kurwa dopiero co go poznałam a on już wymusza na mnie to aby mi na nim zależało czy coś.
-Nie jedź z nimi poradzę sobie.- wydukałam
-Na pewno?- spytał ponownie
-Tak.. jedź..- przytuliłam go.
Gdy wyszli wiedziałam już że nie ma co iść na tą imprezę, bo po co. Usiadłam przy stoliku i piłam. Nie dużo, ale zawsze coś. Zadzwonił mój telefon niepewnie nacisnęłam zieloną słuchawkę.
*Boże dziewczyno gdzie jesteś..?!-usłyszałam przerażony głos Lizzy.

___________
Przepraszam, że tak długo czekaliście ale jakoś nie mogłam się wsiąść za przepisanie  i poprawienie rozdziału. Mam nadzieje, że jesteście zadowolone. Dzięki za wszystkie komentarze to naprawdę miłe. 

wtorek, 24 kwietnia 2012

Rozdział 9: "Lilly musimy porozmawiać."


      Biegnę, biegnę, uciekam wszędzie ogień i dym. Krzyki ludzi, przepychanki. Widzę go jest. Zaraz go dotknę. Już.. Moment…chwila…nie! Nie udało się. Nadal go widzę, ale jest z nim jakaś dziewczyna, to ona pomaga mu wyjść z płonącego budynku.. Słyszę jak ktoś mnie woła, jednak nie mogę się ruszyć. Stoję i widzę jak ONA obiera mi przyjaciela… Zaczynam kaszleć, duszę się to przez ten dym.. zaczyna mi się kręcić w głowie… czuję czyjąś dłoń w swojej to właśnie on… co robi? Przygląda mi się i szepcze, że przeprasza ale nie może. Zmienia się sceneria. Gdzie teraz jestem? Biały pokój duże lustro białe drzwi z wyjściem na balkon. Nie to nie jest mój pokój. Mam na sobie długą błękitną sukienkę. Z nów przychodzi on. Wyraźnie zmartwiony. Czym? Nie wiem, ale wiem że chodzi o mnie. Chciał mi coś powiedzieć otworzył usta..


    I co i zadzwonił mój przeklęty budzik. Jestem nie wyspana , a dziś jeszcze impreza u chłopaków. Pewnie udało by mi się jakoś z tego wymigać, ale chętnie coś wypije i się zabawie. Powinnam wstać i iść na zakupy. W lodówce wczoraj już nie było nic do jedzenia, a dziś to w ogóle nie wspomnę. Zadzwonił mój telefon. Zaspana jeszcze z zachrypniętym głosem nacisnęłam zieloną słuchawkę.
*Słucham?
*Hej to ja Lizzy. Gotowa na imprezkę?
*Powiedzmy, a ty?
*Nie mogę się doczekać. Pamiętaj o 19 będziemy już u ciebie.
*Czemu tak wcześnie?
*No wiesz impreza zaczyna się o 20, ale wypadało by coś kupić im no wiesz dla nas to tak jakby parapetów.
*Spotkamy się  na miejscu o 20. PA.
*A wiesz gdzie mieszkają?
*Prześlij mi adres.
*Niech Ci będzie- powiedziała niechętnie, a jej słowa wywołały uśmiech na mojej buźce- Pa
Poszłam do łazienki i załatwiłam wszystko co chciałam. Zrobiłam makijaż i pobiegłam do garderoby. Nie chciało mi się szukać czegoś wyszukanego więc wciągnęłam pierwsze lepsze spodnie i bluzkę (http://www.photoblog.pl/maszgusst/121201987) z włosami też za dużo nie zrobiłam, ale to zwyczajnie od niechcenia. Wyszłam z domu i od razu poszłam w stronę dobrze znanego mi już supermarketu. Wkładałam do koszyka wszystko na co miałam ochotę. Czekoladki, batoniki, jogurty, pieczywo i inne rzeczy. Zapłaciłam i ruszyłam w drogę powrotną do domu. Przechodziłam obok sklepu na którego wystawie była gazeta o ONE DIRECTION. Nie wiem co mnie podkusiło, znaczy się wiem ale wolę się do tego nie przyznawać. Kupiłam gazetkę i poszłam do domu. Gdy tylko weszłam do domu od razu poszłam do kuchni. Położyłam zakupy na szafie. Zaczęłam wypakowywać zakupy. Gdy skończyłam nalałam sobie soku. Gdy się odwróciłam zobaczyłam, że w drzwiach stoi mój tatuś. Nie chciało mi się  z nim rozmawiać, a co najważniejsze nie chciałam na niego patrzeć. Kiedyś nie tak dawno chciałabym, żeby chciał ze mną rozmawiać. Teraz stoi i wskazuje na krzesło. Nie dziś nie mam zamiaru z nim rozmawiać. Pewnie i tak popsuje mi cały dzień, że nie będzie mi się chciało bawić.
-Lilly musimy porozmawiać.
-No co ty?! A o czym? I od kiedy chcesz rozmawiać?- niech sobie nie myśli, że będę skakać jak szalona że raz przypomniał sobie o mnie.
-Daruj. Powiedz jakie masz plany na dziś?
-Od kiedy cię to interesuje?- jego mina mówiła wszystko był wkurzony- Idę na imprezę..?!
-Tak!- odpowiedział radośnie. Boże nie rozumiem go.
-Fajnie, że się cieszysz. Będę w domu coś przed trzecią.- Chciałam wyjść z kuchni i iść do siebie.
-Czekaj? O czym ty mówisz?- nagle uświadomił sobie, że nie wie o czym mówię.
-O tym, że idę z Lizzy i Nala na domówkę i wrócę późno? A ty o czym mówisz?
-O tym, że idziesz ze mną na bankiet. Mam dwa zaproszenia od firmy. No wiesz czerwony dywan i w ogóle.
-Czyli zapowiada się sztywna imprezka. Sorki ale nie skorzystam.
-Lilly pójdziesz na ta imprezę czy tego chcesz czy nie.
-Dobra.
Poszłam do siebie. Nie wiem co mam zrobić. Muszę iść na imprezę z dziewczynami, ale ojczulek nie odpuści.



Ok. Rozdział dodaje tak na szybko. Miałam tylko 20 minut więc wybaczcie. Jest jaki jest.
Dzięki za miłe komentarze no i za 40 obserwatorów. To duży sukces! Cieszę się że tyle was jest.
^Dziś miałam testy i muszę powiedzieć, że nie było tak źle.
^No i co najważniejsze   1D nas Przeleciało ^^
Pozdrawiam!

piątek, 20 kwietnia 2012

Rozdział 8: "Na przykład na jutrzejszą imprezę do chłopaków z 1D.."


     Oj tak siedzi sobie tam jak Bóg i władca, a ja siedzę sama w domowym zaciszu. Normalnie w to nie wierze czemu wcześniej nie poszłam do jego biura przecież tyle razy mnie to ciekawiło. Siedzi całymi dniami w biurze więc myślałam, że jest księgowym bo zawrze w domu rozliczał coś no wiecie w sensie, że wypełniał. Nigdy nie to nie ciekawiło, a powinno. Mój ojczulek otóż jest redaktorem naczelnym dosyć popularnej gazety „Life Stars”. Od zawsze myślałam, że jest jakimś księgowym, a tu proszę miłe zaskoczenie. Weszłam do jego biura, którego ściany były obklejone jakimś okładkami z różnymi gwiazdami. Za dużym biurkiem siedział mój ojciec. Co ciekawe ledwo go zauważyłam, bo na kolanach siedziała mu jakaś brunetka. Nie chcę wiedzieć gdzie były  ręce mojego ojca, ale powiem tyle że nie były widoczne. Nie wiedziałam co zrobić.  Stałam i nawet nie potrafiłam stamtąd wyjść albo się przywitać. Jednak gdy tatulek mnie zobaczył niemal niezżuci kobiety z swoich kolan.
-Lilly co ty tu robisz?- spytał z przerażeniem w głosie. Miło usłyszeć chodź raz jest przerażony tym że jestem zazwyczaj go nie obchodzę.
-Przyszłam do ciebie, ale jak zwykle przeszkadzam.. wrócę później…-chciałam już wychodzić, ale uroiłam sobie inny pomysł.-Dasz mi pieniądze to pójdę na zakupy i już nie wrócę- gdy to powiedziałam zobaczyłam błysk nadziei w jego oku, tak to ten sam błysk gdy mówił mi o mamie ale to było dawno. Myślałam, że przy tej kobiecie chodź będzie udawać że mu na mnie zależy, ale ja jestem głupia przecież dobrze wiedziałam jak będzie. Chciałam tą kasę, na pewno chciałam bo przecież jakaś część wiedziała jakie mogę mieć z tego korzyści jednak druga chciałam bardzo z kimś porozmawiać poradzić się. Przyjaciół zostawiłam w innych krajach, a tu w UK jestem sama.
-Masz tu moją kartę i idź zaszaleć- Spojrzałam na kobietę, która przyglądała się temu wszystkiemu z niedowierzaniem. Nie wiele robiąc i myśląc podeszłam do ojca i wzięłam od niego kartę. Taka akcja powtarza się u nas bardzo często. Zazwyczaj jest to niegroźna suma pieniędzy. Ale dziś karta. Musiało mu zależeć na tym bym zniknęła.
           Wyszłam stamtąd a gdy zamknęłam za sobą drzwi usiadłam pod nimi i… no właśnie co zemną było.  Kolejny raz myślałam o śmierci. Kolejne myśli o próbie samobójczej. Jest tyle możliwości by być szczęśliwą tam po drugiej stronie. Bo tam coś jest prawda?  Bo coś tam na mnie czeka tak? A co jeśli zostanę tu i będę dalej się męczyć? Będę umierać ale tylko wolniej. Każdego dnia będzie umierać cząstka mnie. Aż w końcu zrozumiem że nic mnie dobrego tu nie spotka. Wstałam i wyszłam. Wręcz uciekłam. Nie miałam ochoty już na zakupy. Londyn jest piękny, ale tylko jeśli ma się z kim spędzać tu czas. Chodziłam od jednego sklepu do drugiego. Zakupy w samotności też nie potrafią cieszyć. Nie wiem co się ze mną dzieje, ale wiem że raczej jest to coś nie dobrego. Coś mi mówi że to koniec.

        Po godzinie samotnych zakupów zadzwoniła do mnie Nala.
*Hej- bardzo łatwo potrawie udawać że wszystko gra takie już mam życie cały czas przyklejam cholerny uśmiech na moją buźkę i modlę się by nikt nie zauważył, że udaje.
*Hej, co porabiasz?
*Jestem na zakupach i tak naprawdę nic nie mogę dla siebie znaleźć.
*No coś ty, ładnemu we wszystkim ładnie. Ja i Lizzy też jesteśmy na zakupach.  Jak chcesz to spotkajmy się gdzieś i może my pomożemy ci coś wybrać. Co ty na to?
*Ciekawy pomysł…- stałam i przyglądałam się wystawie w kolejnym sklepie. Czemu nie miałabym się z nimi spotkać  i nie poudawać że jestem normalna że nie mam problemów- Za dziesięć minut w ,,Milkshake City”.
*Ok. Do zobaczenia.
      Czemu akurat tam? Ponieważ mam ochotę na moje truskawkowe niebo. Tak to one pozwala mi też zapomnieć, ale o czym? Poszłam do ,,Milkshake City” dziewczyn jeszcze nie było. Usiadłam przy oknie i przyglądałam się przechodnią. Po chwili kelner przyniósł mi moje truskawkowe niebo. A po kilku minutach przyszły dziewczyny. Przywitałyśmy się dziewczyny zamówił cos do picia.
-Długo na nas czekasz?- Lizzy spytała popijając swojego szejka.
-Nie, przyszłam przed chwilą.
-To dobrze-powiedziała Nala-Zaszalejemy dziś co nie?
-Jasne- Lizzy odpowiedziała entuzjastycznie.
-No nie wiem..- powiedziałam i zobaczyłam spojrzenia dziewczyn śmiać mi się chciało- Byłam na zakupach od godziny i nic mi się nie podoba.
-Bo patrzysz na to ze złej strony. Z nami coś znajdziesz. Zbierajmy się. – Nala wstała, a za nią Lizzy. Ja po chwili wstałam i dołączyłam do dziewczyn.
-To gdzie idziemy?- spytałam – Byłam wszędzie i mówię z góry że nie ma  nic ciekawego.
-Chodź i nie marudź.- Lizzy odpowiedziała śmiejąc się. Ale ja przecież nie marudzę, mówię tylko jak jest.
 Minęło pół godziny, a my wyszłyśmy dopiero z jednego sklepu. Dziewczyny strasznie długo próbowały coś dla mnie znaleźć. Podsuwały mi co rusz jakieś sukienki, ale nie w moim stylu. Jednak w drugim sklepie było lepiej.
-Przymierz tą- Lizzy podała mi jedną z sukienek.
-Nie ma mowy. Nie przymierzę jej.
-Dlaczego?- spytała smutno Nala.
-Bo jest niebieska i w ogóle nie podoba mi się.
-Jest ładna. Idź ją przymierz. – Lizzy nalegała więc wzięłam wieszak i poszłam
Gdy ubrałam sukienkę mogę powiedzieć, że mi się spodobała.  Chodź była niebieska (http://www.photoblog.pl/modnyzestaw/120509723) leżała idealnie.
-Chodź się pokarz..- Lizzy chyba skakała z szczęścia że zgodziłam się przymierzyć sukienkę.
Gdy wyszłam usłyszałam same komplementy. I od razu zaczęły się namowy że mam ją kupić i w ogóle.
-Ale gdzie ja ją ubiorę? Pomyślałyście o tym?
-No.- powiedziała z uśmieszkiem Nala- Na przykład na jutrzejszą imprezę do chłopaków z 1D.
-Mówiłam wam już że nie idę.
-Daruj, będzie świetnie przecież o tym wiesz..- Lizy oparła się o przebieralnie i dalej uśmiechnięta mówiła dalej- Wydaje mi się, że Harry leci na nas jak nic. Więc jeśli zaprzepaścimy taką szansę przez ciebie to nie wiem co zrobię. A po za tym może być wesoło i na pewno będziemy się dobrze bawić.
-Więc jak?- Nala stała obok i mi się przyglądała.
-A co jeśli zmienili zdanie i już nas nie chcą na tej imprezie?
-Chcą, chcą…- powiedziała Lizy
-Skąd to wiesz?
-Bo napisał do nas Harry, że mamy wpadać i że czekają na nas jutro o 20.30 więc jak?
-No dobra, ale jak coś mi się nie spodoba to spadam ok?
-Jasne.- Lizy i Nala skakały ze szczęścia.

      Do domu wróciłam cos po 18. Cały dzień spędziłam z dziewczynami. Mogę powiedzieć , że już mi przeszło. Nie chcę chyba tak żyć. To prawda, ale nie potrafiłabym targnąć się na własne życie. Nie ma co robić. Więc jak zwykle sięgnęłam po gitarę. Jedno szarpnięcie struną to jedno bicie mojego serca. Kilka uderzeń serca i kilka szarpnięć za strunę tworzą cudowną melodie. Taką osobistą wręcz intymna,  taką tylko i wyłącznie moją.  Chciałam iść spać ale coś mnie powstrzymywało jutro impreza u 1D tylko że ja nie chcę tam iść.
`.Czego się najbardziej boję? Brakuje miłości. Tego , że nie będę kochać czy tego , że nie będzie kochała. To wielka różnica. Co mi z tego , jeśli ja kocham a nie jestem kochana? Cierpienie, ból, łzy, samotność, obojętność.. To chyba nie miłość..`    
Nie wiem czemu to napisała, ale tak po prostu czułam w danej  chwili w danym monecie.


Jest rozdział 8. :)
Dziękuję za cierpliwość. :) 39 obserwatorów. Czuję się zaszczycona tym i faktem że dodałyście aż 14 komentarzy. Możecie dodawać komentarze anonimowo więc komentujcie. Bo każdy komentarz pomaga mi w pisaniu, a im więcej tym więcej pomysłów i rozdziałów. Pozdrawiam i ściskam. 

wtorek, 10 kwietnia 2012

Rozdział 7: "Zaprosili nas na imprezę. Idziemy co nie?.."


Piłam drinka czy cos innego gdy poczułam jak ktoś dotyka mojego ramienia. Odwróciłam się i zobaczyłam  Mulata. Tak tego samego, który siedział z jakąś dziewczyną przy naszym stoliku.
-Czego?- spytałam
-Może się do nas przysiądziesz, a nie siedzisz tu sama. Twoje koleżanki czekają. – uśmiechał się dość ładnie, ale nie  to powinno przechodzić przez mój mózg.
-No dobra.- wstałam od baru i poszłam w stronę stolika. Wszyscy siedzieli na swoich miejscach. Ciekawiło mnie tylko dlaczego nie ma Niall, ale przecież ich nie spytam. Wszyscy poszli tańczyć, zostałam ja i Mulat znaczy się Zayn.
-Sorki, ale idę zapalić.- nie wiem co mnie podkusiło, ale postanowiłam iść z nim
-Mogę iść z tobą?-jedno pytanie,  a czekałam na odpowiedź chyba z 5 minut.
-A palisz?-spytał ruszając śmiesznie brwiami.
-Może…- uśmiechnęłam się i poszłam w kierunku wyjścia. Po chwili siedziałam z nim za budynkiem i popalałam papierosa. Nic nie mówiłam on też nie. Siedzieliśmy tak i paliliśmy. Kilka razy zakrztusiłam się dymem, ale potem było ok.
-Nigdy nie paliłaś prawda?- spytał śmiejąc się.
-Lubię próbować nowych rzeczy.. –zaśmialiśmy się. –Ty jesteś w tym zespole One Direction?
-No tak, a co jesteś fanką?-rozśmieszyło mnie to ale coś wybuchłam śmiechem, a on dziwnie na mnie spojrzał.
-Chciałabyś żeby nią była, ale nie jestem. Nala i Lizzy was kochają. Mówią, że jest was czworo i jesteście najlepsi..-szurnęłam go w ramie.
-Wszystko się zgadza oprócz jednego. Jest nas pięciu. A ty pewnie dużo wypiłaś.
-Nie no ale przecież było was czwórka.
-No tak, ale Niall został w domu. – wyraźnie posmutniał gdy o nim wspomniał
-Dlaczego?- no właśnie to pytanie mnie nurtowało.
-Wracamy do reszty. Chodź.- poszliśmy do środka.
Reszta towarzystwa siedziała cały czas przy stoliku. Posiedziałam jeszcze z pół godziny i pojechałam do domu. Nela i Lizzy tak dobrze się bawiły, że zostały. Gdy tylko znalazłam się w swoim pokoju napisałam do Niall.
„Zarzekałam się, że nie napisze ale napisze. Czemu Cię nie było dziś w „Ministry of Sound"? Byli tam twoi przyjaciele, a ciebie nie widziałam. „
    
     Przebrałam się i położyłam. Obudziłam się coś po ósmej. Boli mnie głowa, ale szkoła jest na pierwszym miejscu. Zeszłam do kuchni proszki leżały na stole, a obok nich żółta karteczka.
„Wiem, że wczoraj poimprezowałaś. Dlatego tu masz coś na kaca. A no i to nie zwalnia cię od szkoły!”
Szybko ubrałam się (http://www.photoblog.pl/modnexozestawy/119921381) i sprawdziłam pocztę.
Jest wiadomość od niego.
„Cześć tak słyszałem, że byłaś wczoraj w klubie. Nie byłem, bo musiałem coś załatwić. Mam nadzieje, że dobrze się bawiłaś.”
I tylko tyle, no cóż to ja nie chciałam się z nim kontaktować. Sprawdziłam wiadomości od tak z ciekawości. I było coś co mnie zwyczajnie zaciekawiło.
„Wczoraj członkowie One Direction  Liam, Luis, Zayn, Harry bez Niall pojawili się w klubie „Ministry of Sound". Chłopaki pojawili się w towarzystwie swoich dziewczyn. Krążą pogłoski, że Harry, który aktualnie jest singlem nalegał aby przysiedli się do trzech dziewczyn. Było widać, że dziewczyny te nie miały tego za złe. Śmiały się i dobrze się bawiły. Czy możemy oczekiwać się, że wszyscy razem spotkają się w krótce? Ze pewne tak.”

Poszłam do szkoły wiedziałam, że się spóźnię więc się nie spieszyłam. Weszłam do klasy 15 minut po czasie. Usiadłam na swoim miejscu i próbowałam się skupić na lekcji. Na przerwie Nala i Lizzy cały czas rozmawiały o wczorajszym wieczorze.
-Zaprosili nas na imprezę. Idziemy co nie?- Nala skakała gdy to mówiła, masakra z nią.
-Wiecie co. Ja na imprezę jestem zawsze chętna, ale nie uśmiecha mi się wieczór w ich towarzystwie.
-Naprawdę?- Lizzy była naprawdę zawiedziona.
-Ale idźcie beze mnie.- miałam nadzieje, że się zgodzą i tak się stało.
-No dobra.
Resztę lekcji myślałam nad tym czy dobrze robię. Przecież to tylko impreza. A zresztą mniejsza z tym.  W naszej szkole organizowany jest konkurs coś w stylu „Mam Talent.” Ciekawe kto na to pójdzie. Niby są całkiem ciekawe nagrody. Może bym poszła, ale muszę dowiedzieć się co i jak. Jest 16.16 kurde chyba ktoś o mnie myśli. Pewnie tatuś martwi się o mnie! Hehe dobry żart. Poszłam do domu. I od razu przebrałam się (http://www.photoblog.pl/immacolato/120004008/9-4.html) i pojechałam prosto do pracy taty. Wiem, że może to największy błąd jaki popełniam ale co tam najwyżej się wkurzy. Wielki budynek normalnie mnie przeraża. Weszłam do środka. Miła pani pokierowała mnie do biura taty. Nigdy nie byłam w nowej pracy taty. Nigdy nie rozmawiałam z nim na temat czym się zajmuje, bo sądziłam po co. Dziś okaże się jakim świrem jest mój ojciec. Zawsze myślałam, ze liczy jakieś pity czy coś no wiecie księgowy i te sprawy. A tu proszę. Tatulek może mnie czymś zaskoczyć.


___________
       Kochani dzięki za 8 komentarzy i za 33 obserwatorów. To naprawdę miło nawet jeśli jest ich tak mało.. :(
Mam nadzieje, że się podoba.. :D
Ps. Jak myślicie kim jest jej tatulek. ? 

sobota, 7 kwietnia 2012

Rozdział 6: "Wyhamuj trochę, albo nie..."


  Obudziły mnie promienie słoneczka, które wpadały do mojego pokoju przed odsłonięte okno. Otworzyłam oczy jednak po chwili znów je zamknęłam. Świadomość tego, że odepchnęłam życzliwą osobę tylko dla  tego, że próbowała w jakiś sposób uchronić mnie przed wścibskimi ludźmi. On jest gwiazdą i dobrze wie co to wszystko oznacza. Chciał mnie tak jakby przed tym chronić. Zrobiłam sobie śniadanie znaczy zrobiłabym sobie lecz w lodówce mam tymczasowo światło. Ubrałam się szybko (http://www.photoblog.pl/meininspiration/118178872/0147.html) wyszłam do sklepu. Nie bardzo wiedziałam co mogę kupić, nie wiedziałam na co mam ochotę. Wyszło na to, że kupiłam kilkanaście batoników, lody czekoladowe i inne smakołyki. Po drodze weszłam jeszcze do McDonald's, Kupiłam żarełko i wróciłam do domu. Poszłam  na górę i włączyłam laptopa. Od razu włączyłam stronę z blogiem o nich. Jestem chora. Bo chociaż nie chcę go znać chcę wiedzieć o nim więcej. Zastanawiam się czy nie napisać do niego tak jak chciał. I w końcu wygrywa chęć napisania kilku słów do niego.  
          „Nie wiem co mogę Ci napisać.  Nie wiem czemu się zgodziłam.  Wszystko u mnie gra jeśli o to Ci chodzi. Ojczulek nadal pracuje, a ja siedzę sama w pokoju. Jeśli o to Ci chodzi to nadal żyje i nie zmierzam się jeszcze zabić. Straciłam osobę na której mi zależało, ale to nie koniec świata. Umiem dbać sama o siebie zawsze sobie radziłam wiec nie musisz się martwić.. W ogóle to jest nie normalne, że mam do ciebie pisać nie mam o czym pisać. Wiec to pierwszy i ostatni raz kiedy do ciebie pisze.. Żegnam Panie Horan.”
Idealnie czuję się w pełni spełniona po tym co napisałam. Muszę o nim zapomnieć, bo to nie dobrze że mi tak cholernie zaczyna na nim zależeć. Dziś idę się zabawić. Nie ma co nie będę cały czas siedzieć sama w domu. Nie bez przyczyny poznałam Nale  i Lizy to z nimi mam zamiar poimprezować. Ale nie będę się z nimi przyjaźnić. O nie ! Ale mogę je trochę wykorzystać. Przecież nie mogę być sama, a one w sam raz nadają się do dotrzymania towarzystwa. To podło w stosunku do nich, ale nie ma sensu bym się z nimi przyjaźniła. Jedne sms i wszystko stanie się jasne.
DO: Lizy
„Hej. Tak sobie pomyślałam, że może pójdziecie ze mną na imprezek dziś wieczorem?
 Co wy na to?”
OD: Lizy
„Świetny pomysł. To gdzie i o której?”
Do: Lizy
„Nie wiem. Może o 20, a miejsce wybierzemy na spontanie XD”
OD: Lizy
„A może do „Ministry of Sound"?”
Do: Lizy
„Jasne, no to o dwudziestej na miejscu. Do zobaczenia.”
OD: Lizy
„No to do zobaczenia.”
    
   No to zapowiada się fajny wieczór. No mam nadzieje. A zresztą ciekawe co to za klub. Dobrze, że istnieje coś takiego jak Internet i wyszukiwarka.  A wic, kolejny szok.

Klub „Ministry of Sound" Jest jednym z najlepszych klubów  w Londynie. Odwiedza go mnóstwo gwiazd. Częstymi naszymi bywalcami są chłopaki z The Wented, JSL, One Direction. Nie może też zabraknąć dziewczyn z Little Mix,  Cheryl Lloyd, Janet Delvin… Impreza nie odbyła by się także bez was. Zapraszamy! Czeka cię niezapomniana impreza z najlepszą ekipą i w otoczeniu gwiazd. Startujemy zawsze o 20. XD Niezapomniana impreza tylko z nami.

    No to wiem dlaczego te wie chcą tam iść. Ale nie dam się. Przecież jest szansa, że nie przyjdą albo, że mnie nie zauważy w tłumie. Nie wiem kiedy ten czas tak zleciał, ale nim się obejrzałam było już w pół do ósmej. Dużo nie szukałam łachów , które mogłabym na siebie założyć (http://www.photoblog.pl/meininspiration/111079126/057.html) więc w miarę szybko poszłam robić makijaż , włosy pozostawiłam w nieładzie. I cóż byłam gotowa by wychodzić. Napisałam karteczkę ojczulkowi, że jadę na imprezę, ale raczej nie wróci do domu przede mną.  Gdy dojechałam na miejsce, dziewczyny już na mnie czekały.
-No to gotowe na najlepszą imprezę w życiu.?
-No jasne, że tak- Lizy miała na sobie czerwoną sukienkę i czarne szpilki. Nela zaś czarną sukienkę i czerwone szpilki. Lizy zobaczyła, że się im przyglądam- Coś nie tak?
-Nie, ale mogłyście mi powiedzieć, że ubieracie sukienki..- zrobiły poważną minę, a Nela od razu zaczęła się tłumaczyć. Zaśmiałam się – Żartowałam. Chodźcie idziemy.
Poszłam przodem, a dziewczyny poszły za mną. Czułam się jakby były moją obstawą. Usiadłyśmy  przy stoliku w rogu. Piłam jednego drinka za drugim. Dziewczyn jednak ograniczały trunki. Dobrze się bawiłam, po godzinie porządnie szumiało mi w głowie. Kiedy czułam, że jestem już porządnie wstawiona no może nie do końca, ale kiedy wiedziałam, że jestem już tak jakby odważniejsza ruszyłyśmy na parkiet. Wiłyśmy się na parkiecie, świat wirował mi przed oczami. Wszystko było idealnie. No właśnie za idealnie. Poczułam, że ktoś mnie obejmuje. To Lizy, która zaczęła piszczeć na czyiś widok, zresztą dużo osób zaczęło krzyczeć.
-O co chodzi?
-Boże, Harry i chłopaki są w klubie.- skakała jak pojebaniec, ale niech się dziewczyna cieszy.
-Boże chłopaki z The Wented też tu są.!!!- Nala i Lizy kompletnie oszalały, a ja miałam dalej bawić się jak przed tym. Usiadłyśmy z dziewczynami przy stoliku i wypiłyśmy kolejne drinki.
-Boże Harry się tu patrz..- szepnęła do mnie Lizy
-Który to…-szepnęłam jej na ucho. Niech myśli, że nie mam pojęcia kto to jest.
-To ten z kręconymi włosami… nadal się tu patrzy.-odpowiedziała jeszcze bardziej podniecona.
-Po to ma oczy, żeby patrzeć..- odpowiedziałam i sięgnęłam po kolejnego drinka. Spojrzałam w stronę gdzie stał ten cały Harry. Nigdzie nie widziałam Go więc jest szansa, że go nie ma. Poszłyśmy znów po tańczyć, a gdy wróciłyśmy przy naszym stoliku siedzieli ONI. Dziewczyny nie mogły nic z siebie wydusić stały i się uśmiechały. Spojrzałam na nich i zobaczyłam, że są z nimi trzy dziewczyny. Zapewne dziewczyny trzech z nich.
-Sory, ale my tu siedziałyśmy…- odezwałam się w końcu
-Wiemy, ale postanowiliśmy się dosiąść, a miejsca jest tyle że starczy dla was.- powiedział chłopak, który miał bluzkę w paseczki. Reszta naszego nowego towarzystwa posunęła się robiąc miejsce dla Naly i Lizy dziewczyny usiadły i od razu zaczęły rozmawiać i witać się z wszystkim chciałam usiąść obok Lizy, ale Harry złapał mnie za rękę i drugą ręką wskazał miejsce obok siebie. Nie wiem czy miałam inne wyjście więc usiadłam obok niego. Popijałam drinka za drinkem on cały czas do mnie mówił jednak wcale go nie słuchałam, co jakiś czas kiwałam głową, albo mówiłam  ‘no’, ‘acha’ czyli naprawdę ciekawa rozmowa.
-Więc jak?- chłopak znów się mnie o coś pytał, znów nie miałam pojęcia o co chodzi więc kolejny raz zmusiłam się do powiedzenia tego słowa.
-No..- wzięłam kolejny łyk drinka i myślałam, że chłopak odpuści. Usłyszałam jego śmiech spojrzałam na niego i czekałam aż powie mi z czego się śmieje.
-Spytałem jak masz na imię, a ty odpowiedziałaś mi NO.. więc chyba mnie nie słuchasz co?- no i kolejna wpadka, Lilly weź się w garść.
-Trochę tu głośno nie usłyszałam- mam nadzieje, że to kupi.
-Więc jak masz na imię?
-…- zamurowało mnie, uratował mnie jakiś chłopak, który właśnie prosił mnie do tańca.. spojrzałam na niego, nie  był brzydki więc czemu nie. Zdziwiło mnie tylko, że gdy podszedł do mnie i poprosił do tańca wszyscy nowi towarzysze zrobili dziwne miny. Harry chciał już coś powiedzieć jednak ciemnowłosy chłopak go powstrzymał.
-Więc jak? Idziemy tańczyć?- chłopak ponowił prośbę, a ja nie zastanawiałam się dłużej. Uśmiechnęłam się podałam mu rękę i poszłam tańczyć.
 Tańczyłam z nim klika piosenek wydawał się miły.
-Przy siądziesz się do mnie i moich znajomych?
-Tak czemu nie.- wszędzie lepiej byle jak najdalej od nich.- Pójdę tylko po torebkę.
-Jasne.
-Gdzieś idziesz?- spytał  mulat kiedy zobaczył, że biorę torebkę.
-Tak, przysiądę się do nich żebyście mieli więcej miejsca.- zaśmiałam się i poszłam.
Siedziałam i poznawałam nowych znajomych, piłam i dobrze się przy tym bawiłam. Dużo rozmawiałam z Nathe'em. W pewnym momencie chłopak posunął się znacznie za daleko. Ten dupek chciał mnie pocałować. Odepchnęłam go dziwnie na mnie spojrzał ale mało mnie to obchodziło.
-Wyhamuj trochę, albo nie wiesz ja już sobie pójdę.. cześć.
-Nie no zostań…- słyszałam jak do mnie mówił jednak szłam tylko w jedną stronę , a mianowicie do baru. Piłam drinka czy cos innego gdy poczułam jak ktoś dotyka mojego ramienia. Odwróciłam się i zobaczyłam..


Rozdział 6.
Wesołych świąt !
Tylko tyle mam wam dziś do powiedzenia. XD